Młodzieńcze, nawet najbardziej zdumiewające zainteresowania, można później połączyć z pracą. Spotyka się pogląd, że to wręcz optymalne dla jakości przyszłego życia. Wydaje się, że łatwiej osiągnąć taki cel, dysponując namacalnymi dowodami tak na zainteresowania, jak i ich możliwość wykorzystania go w praktyce zawodowej.
Dziś na blogu przykład tego, jak grupa bliskich mnie osób zyskała potwierdzenie na piśmie tego, co lubi i potrafi od dawna.
W ostatnich dniach Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne przeprowadzało pomiary potoków pasażerskich na wybranych przystankach w naszym niewiele ponad stutysięcznym mieście. Na zlecenie Urzędu Miasta przeliczano pasażerów w miejscach, w których wstępnie założono umieszczenie elektronicznych tablic z rozkładem jazdy, działających w oparciu o satelitarną lokalizację autobusów. Od udowodnienia, że w takich, a nie innych miejscach korzysta z usług MPK sensowna liczba pasażerów zależy, czy marszałek województwa dolnośląskiego przydzieli Legnicy pieniądze na te urządzenia z unijnego Regionalnego Programu Operacyjnego.
W przeprowadzenie badań włączyli się członkowie założonego i kierowanego przeze mnie Towarzystwa Miłośników Komunikacji Miejskiej. Wcześniej nie raz liczyliśmy pasażerów na potrzeby amatorskich projektów zmieniania ułamka świata - w postaci legnickiej komunikacji - na lepsze. W miniony wtorek przyszedł czas na pierwszą oficjalną akcję tego typu. Kooperacja z pracownikami administracyjnymi MPK wyszła z naszej inicjatywy, która zyskała aprobatę dyrekcji miejskiej firmy.
Elektroniczne rozkłady powinny służą z reguły korzystającym z komunikacji sporadycznie. Takim, którzy nie sprawdzają wcześniej godzin odjazdów w Internecie, tylko trafiają na przystanek i czekają na to, “co pierwsze podjedzie” w interesującym ich kierunku. Z tej przyczyny brane są pod uwagę lokalizacje przy ul. Pocztowej - w zasięgu dworców PKP i PKS oraz pętli busów, czy placu Słowiańskim - przy nim Urząd Miasta, Starostwo Powiatowe, delegatura wojewody, banki.

(fot. MZK Zielona Góra)
Pod naszą obserwacją, między 14:00 a 18:00, a więc w godzinach szczytu, znalazły się zaś przystanki przy przychodniach:
- nieopodal Zakładu Opieki Zdrowotnej przy ul. Chojnowskiej,
- przed wejściem do Szpitala Wojewódzkiego przy ul. Iwaszkiewicza.
Sześcioosobowa, wliczając w ją mnie, grupa skrupulatnie notowała każdego przekraczającego drzwi autobusów oraz ilość osób przebywających w pojeździe w momencie odjazdu. Łatwo nie było, szczególnie przy szpitalu, ale efekt końcowy był zadowalający. Nie tylko nie przeoczyliśmy żadnego pasażera, lecz nawet uniknęliśmy (choć było to dozwolone) wpisywania w jednej z rubryk danych szacunkowych. Twierdzę, że to spory sukces w takiej pracy - uzyskaliśmy wyniki pierwszej jakości. To było możliwe nie tylko dzięki znajomości “tematu”, ale przede wszystkim sporym zaangażowaniu włożonym w powierzone zadanie. Jak przystało na pasjonatów, inaczej być nie mogło. Nie dziwi, że wiele firm stawia na ludzi z pasją.
Cieszymy się, że obdarzeni zaufaniem przez publiczne przedsiębiorstwo, mogliśmy udowodnić, że stosunki hobbyści komunikacji - przewoźnik w naszym mieście nie ograniczają się wyłącznie do biernego oczekiwania na różne bonusy od firmy. Pokazaliśmy, że współpraca to zależność dwukierunkowa, że na nasze Towarzystwo można liczyć.
Efekty wytężonej pracy, ciasno wypełnione arkusze, trafiły do firmy zaraz po zakończeniu spisu. Pracy, jak popularnie się mówi, “społecznej”. My jednak nie używamy tego określenia. W zamian, u dyspozytora czekały na nas zaświadczenia potwierdzające udział w przeprowadzaniu pomiarów. Uzgodnione wcześniej z TMKM, bez problemu zaakceptowane przez MPK. Cóż, słusznie mówią, że w przyrodzie nie ma niczego za darmo
Nie muszę przekonywać zorientowanych w realiach współczesnych rekrutacji do jakiegokolwiek zajęcia zarobkowego, jaki może być pożytek z wykorzystania tego dokumentu jako referencji.
Nieprzekonanym zaś polecam Google i hasło “badanie potoku podróżnych”.
Czy nadal wątpicie, że nasza zaradna ekipa zrobi z ów doświadczenia użytek?
Sądzę, że w ogólnym rozrachunku, nie mierzonym w złotówkach, zyskaliśmy na tym przedsięwzięciu więcej, niż przedstawiciel Przewoźnika. Nie chodzi tu tylko o referencje. Poprawa ogólnych stosunków naszego Towarzystwa z przewoźnikiem, współpraca przy ważnym dla miasta przedsięwzięciu (badania to część procesu pozyskania przez Legnicę pieniędzy z funduszy unijnych na transport), czy integracja grupy poprzez wspólną pracę to tylko niektóre zalety, dla których warto było poświęcić cztery godziny wtorkowego, niemiłosiernie upalnego popołudnia.
Na temat każdego z tych punktów możnaby pisać i pisać… Szkoda jednak czasu. Lepiej poświęcić go na hobby, jeśli ktoś woli, pracę… Albo za razem na jedno i drugie. Czego sobie i Wam życzę.